Kilkanaście lat temu polska branża tłumaczeniowa nagle podniosła głowę znad słownika i zorientowała się, że istnieje. Grupki zasiedziałe na kilku małych forach usenetowych, kanałach irca i ProZ zaczęły spotykać się przy okazji konferencji. Wszystko to w tle zawirowań rynkowych, zmianach technologicznych, problemów ze stawkami, zamieszania z egzaminami na tłumaczy przysięgłych, pojawiania się nowych specjalizacji, itd. Nie bardzo było więc wiadomo, kto właściwie reprezentuje „branżę”. I kim są ludzie, którzy ją tworzą. Odpowiedź na to pytanie nadal nie jest oczywista i ulega stopniowym przeobrażeniom. Mamy na rynku kilkanaście tysięcy aktywnych zawodowo tłumaczy. Mamy co najmniej kilkaset dużych biur tłumaczeń. Mamy też duże fora internetowe skupiające tysiące użytkowników. To wszystko u progu największych zmian, jakie kiedykolwiek dotknęły branżę tłumaczeniową.

W chaosie i gonitwie biznesowej łatwo skupić się wyłącznie na pilnowaniu swojego poletka. Jednocześnie izolacja i zazdrosne strzeżenie swojego warsztatu to przecież jedne z głównych problemów tłumaczy-freelancerów. Łatwo ugrzęznąć przy swoim biurku, nie mając kontaktu z klientem czy kolegami po fachu poza suchymi e-mailami ze zleceniami. Jak ożywcze jest spotkanie z innymi osobami, które trudnią się tym fachem, potwierdzi każdy, kto uczestniczył w dowolnym spotkaniu branżowym. Niby wszyscy robią podobne rzeczy, ale za każdym razem można się czegoś dowiedzieć i nauczyć. Tłumaczenie to dziedzina bezkresna — jest w końcu echem stale zmieniającego się świata.

Co roku na rynek trafiają setki początkujących adeptów zawodu. Często spotykają się z agresją, złośliwościami i krytyką niektórych bardziej doświadczonych tłumaczy. Na szczęście nie jest to regułą. Nie wiemy wciąż czym dokładnie jest „branża tłumaczeniowa”. Wiemy natomiast, że jej pozytywne współtworzenie, budowanie zamiast niszczenia, wymyślanie zamiast torpedowania i zwyczajne wsparcie dla innych jej uczestników procentuje. Tłumacze wzajemnie się polecają, często bycie mentorem skutkuje pozyskaniem nowych klientów czy rekomendacji. Warto, nawet jeśli nie przekłada się to wprost na zawartość portfela.

I właśnie dla takich ludzi jest nagroda branżowa, którą od paru lat staramy się promować w ramach najważniejszej imprezy polskiej branży tłumaczeniowej. Nagrody branżowe to celebrowanie pracy tłumaczy, którzy działają, tworzą i stanowią wzór dla innych. Założenia są proste – uznani przedstawiciele różnych środowisk tworzą Kapitułę, która dokonuje wyboru laureata na podstawie otrzymanych zgłoszeń. Pełna przejrzystość i niekomercyjny wymiar nagrody sprawiają, że możemy z czystym sumieniem każdego roku wskazywać osobę, której działalność wnosi wiele w branży tłumaczeniowej.

Jesteśmy bardzo ciekawi, kto będzie tegorocznym laureatem. Zgłoszenia propozycji przyjmujemy na specjalnej stronie do 31 sierpnia tego roku.


0 Komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *